Nie dawno pewien dzień był jak jak kubek z herbatą wiśniowo-migdałową,
wypity do dna ze smakiem...
słów, rozmowy, ciszy, muzyki, śniegu za oknem, zapachu ciasteczek....
odpinając agrafkę, trzymającą część mojego malarskiego dyplomu na wieszaku... pomyślałam, że te wszystkie piękne, krótkie chwile, które wydają się tak mało ważne, przemijające, pochłaniane przez szarość kolejnych trudnych dni, są jak te znalezione agrafki, które pomagają połączyć, duże i małe fragmenty materiału życia. Zabierasz je z chodnika, chowasz do kieszeni, z myślą, że mogą Ci się kiedyś przydać..a dziś przypomniało mi się, jak w dzieciństwie jedną z ulubionych zabaw było bieganie po świeżo zaoranym polu i przewracanie się w pachnące ciepłe bruzdy. To pewnie przez ten deszcz i szarość dnia. Tak, tak.

o, a ja dopiero dziś dotarłam tu... do był dobry dzień, o tak. do powtórzenia:)
OdpowiedzUsuń